Nasza rodzina to mama Ola, tata Piotr, ja - Antoni i moja młodsza siostra Ewa. No i nasz szalony labrador - Bemol. Tylko tyle i aż tyle. Czasami wydaje się, że jest nas znacznie więcej, takie robimy wokół siebie zamieszanie 😉
Rodzice spotkali się w pracy, do dziś śmieją się że mama zrekrutowała tatę. Wymarzyli sobie wspólne życie, w szczęściu, zdrowiu, z gromadką dzieci u boku. W tym roku minie 10 lat gdy powiedzieli sobie „tak” i 9 lat od kiedy ja jestem na świecie. Wiem, że mama marzyła o synku podobnym do taty, ale przede wszystkim chciała bym był zdrowy. Jak byłem jeszcze w brzuchu, zachowywałem się wzorcowo. Lekarze nie widzieli, że coś jest nie tak, więc rodzice byli szczęśliwi i oczekiwali na swego synka. I wreszcie pojawiłem się na świecie! Ale nie tak bez stresu. Trochę wstrzymywałem oddech, więc zrobił się popłoch i szybko wyciągnęli mnie z brzucha – uff, jak dobrze że nie musiałem się zbytnio męczyć. Trafiłem do inkubatora, bo miałem zapalenie płuc, byłem duży ale słaby, mocno opuchnięty więc od początku dostawałem spore dawki różnych leków… Nie bardzo chciałem ssać, ale mama się uparła więc w końcu musiałem się poddać. Ze szpitala pamiętam jak mama bardzo płakała… nie wiem dlaczego, słyszałem tylko coś o skierowaniu do genetyka ale nie wiedziałem co to. Nie wiedziałem jak ją pocieszyć, chyba nikt nie wiedział bo nikogo przy niej nie było. Na szczęście później przyszedł tata.
Po jakimś czasie w naszym domu pojawiły się dwa nowe nazwiska – Potocki i Shaffer, chyba mają jakiś zespół, bo często słyszę coś o Zespole Potocki-Shaffera. Rodzice nie wpisali ich do dowodów ale są z nami codziennie – przy śniadaniu, jak kroimy kanapki na małe kawałeczki, po obiedzie jak odkurzamy i myjemy podłogę (szczególnie po spaghetti), podczas ćwiczeń z Karolem, Kasią, a wcześniej Klaudią, Piotrem i wieloma innymi… Nawet w nocy jak śpię i nagle zaczynam płakać… ta dwójka patrzy… Są z nami na wakacjach, w szpitalach, podczas zabawy i płaczu, w przedszkolu i w domu. Nie odstępują mnie na krok. Ale już się do nich przyzwyczaiłem. Są i będą z nami – nie mam na to wpływu. Ale na szczęście mama i tata mają wpływ na inne rzeczy.
Mam też młodszą siostrę Ewę. Kocham ją ale często czuję potrzebę szarpnąć ją za włosy. Wiem, że tego nie lubi bo często później płacze, ale nie mogę się powstrzymać. Ewa pomaga mi codziennie. Szczególnie jak szykujemy się rano do przedszkola. Wyciąga moje ubrania, często zakłada mi buty albo czapkę. Gra ze mną w piłkę i układa wieże. Nie wiem tylko dlaczego jak chce układać puzzle to ucieka do swojego pokoju… hmm, może to dlatego że chcę je sprzątnąć do pudełka? Tak w ogóle jest świetną siostrą.
Mam też cudownych dziadków. Moi rodzice mówią, że nigdy nie zrobiliby tego co im się udało, bez ich udziału. Są u nas bardzo często. Mama może wtedy nadrobić zaległości w pracy, jechać na zakupy albo wyjść z tatą na jakąś rundkę czy coś podobnego.
Jutro kończę 9 lat. To 9 lat walki – mojej i moich rodziców. Walki o nasze lepsze życie. Tata pracuje a mama to w sumie nie wiem, bo zawsze jest kiedy trzeba jechać do przedszkola czy do lekarza. Albo jak jestem chory. Ale często wieczorami siedzi w swoim biurze. Chyba wtedy właśnie jest czas na jej pracę. Za mną jest kilka operacji, kilka pobytów w szpitalu, mnóstwo antybiotyków, leczenie padaczki, której nie było, setki godzin rehabilitacji, kilka turnusów rehabilitacyjnych… przede mną kolejne. Rok temu postanowiłem trochę odpuścić i zacząłem chodzić – sam! Idzie mi coraz lepiej, poczułem jaka to frajda i jaki dzięki temu mogę być samodzielny.
Mama i tata nazywają mnie Honorowym Prezesem. Często mówią o początku świata… to musi mieć ze mną związek, bo często patrzą na mnie i mówią coś o motywacji i jeszcze że to ja jestem sprawcą całego zmieszania…„Zamieszanie” to moje drugie imię, więc się zgadza. Chcą pomagać takim rodzinom jak nasza. Często rozmawiają o murach, instalacjach, płytkach. Coś już zaczynam kumać. Z tego co wiem będę tam chodził od września do szkoły. Chyba tworzą coś wielkiego ale mówią że potrzebują na to bardzo dużo pieniędzy. Plan brzmi doskonale, ale widzę że się martwią i dużo pracują.
Rodzice często mówią, że są w tym wszystkim sami, że nie ma pomocy z zewnątrz. Ja nie czuję że jestem sam, bo mam ich. A oni mają przecież mnie, Ewę i siebie. Wiem, że chcą bym był jak najbardziej samodzielny, martwią się co będzie za kilka lub kilkanaście lat. To chyba dlatego tworzą ten Początek Świata… Chciałbym im w tym pomóc, więc piszę do Ciebie Świecie! Spraw by moi rodzice przestali być sami. Pomóż... "OOO"...